Spływ Iną – wyprawa w stronę betonowca

Bo przecież nie tylko w kajaku można spływać rzeką… Choć sama dopiero stosunkowo niedawno się o tym przekonałam. Do tej pory jeśli wybieraliśmy się na rzekę, to kajak był sprzętem, na który padał nasz wybór. Do głowy by nam nie przyszło, że SUP to o wiele lepsza (z mojego punktu widzenia) opcja spływu. Przede wszystkim widok z deski jest znacząco inny niż z pozycji siedzącej w kajaku. Dużo więcej można zaobserwować z wysokości około 1,70 – 2 metrów nad tafą wody. W zależności od przejrzystości wody, widać w niej różne żyjątka, rośliny czy drzewa lub kamienie. Widać o wiele więcej na horyzoncie oraz na linii brzegowej, która na rzece bywa bardzo urozmaicona. Zachęciłam Was?

Ina nie jest naszą pierwszą rzeką pokonaną na SUP’ie. Zdarzyło nam się spływać Regą, ale relacja z tej wyprawy jeszcze nie jest gotowa. Ina bardziej podbiła nasze serce więc dostała pierwszeństwo relacji na blogu.

Niedaleko nas – bo zaledwie 10 km od domu, płynie rzeka Ina (powiat Goleniowski). Przejeżdżając S3 wiele razy mijaliśmy tą niedużą wodną niteczkę, ciągle z myślą, że musimy się na nią wybrać. Nurt oraz okolica wyglądała zachęcająco, wręcz zapraszała na wodę. Ponieważ jednak nie jesteśmy bardzo doświadczonymi superami, do tematu nieznanej rzeki podeszliśmy ostrożnie, odpowiednio zgłębiając temat zanim się zwodowaliśmy. Warto wiedzieć przed wypadem cokolwiek na temat danej rzeki, na szczęście w sieci nie brakuje podstawowych informacji. Tym bardziej jeśli rzeka, którą wybieramy jest wielką niewiadomą.

planowanie trasy

Opiszę Wam naszą trasę, choć możliwości spływu jest wiele. My chcieliśmy połączyć dwie atrakcje na raz: przebyć meandry rzeki oraz zobaczyć z bliska betonowy statek z czasów II Wojny Światowej.

Spływając Iną zależało nam na tym aby dotrzeć do Betonowca “Urlicha Finsterwaldera” – żelbetowego tankowca, który został zbombardowany 20 marca 1945 roku przez radzieckie lotnictwo. (Więcej o możecie przeczytać tutaj). Ina wpływa do Odry, z kolei z Odry można dostać się na jezioro Dąbskie, gdzie właśnie został po wojnie zatopiony ów Betonowiec. Pomysł ten wydał nam się realny więc wcieliliśmy go w życie.

wskazówka – mapa


View fullsize

mapa-spływ-iną.jpg
mapa-spływ-iną.jpg

Powyżej widać trasę, którą przebyliśmy. Różowa nitka na mapie ma około 16 km. Docelowo mieliśmy dopłynąć SUP’ami do plaży w Lubczynie, jednak okoliczności sprawiły, że wyprawa zakończyła się w inny sposób. Kiedy dopłynęliśmy do Betonowca, zerwał się spory wiatr i wzmogła się fala na jeziorze, w dodatku w mało sprzyjającym dla nas kierunku (pogody w 100% nie przewidzisz). Zabraliśmy się więc na pokład żaglowca sympatycznej rodziny poznanej na Betonowcu. Jaką niespodzianką dla nas było to, że ich żaglowiec został także wyprodukowany w czasach II WŚ, bo w 1939 roku. Taka informacja dodała jeszcze więcej uroku całej naszej wycieczce 🙂

Trasę można było także zakończyć na Gocławiu/Skolwinie, płynąc od Betonowca w jeden z kanałów Odry np. Kanał Skolwiński. Opcja ta zdecydowanie jest łatwiejsza i szybsza niż płynięcie na plażę w Lubczynie.

My zwodowaliśmy się dokładnie w miejscu zaznaczonej pinezki na powyższej mapce. Jest tam miejsce do pozostawienia samochodu (drugi czekał na nas na marinie w Lubczynie). Jest też dogodne zejście do rzeki. Są tam wybudowane betonowe schody, po których łatwo można zejść i zacząć spływ. Aby zaoszczędzić na czasie postanowiliśmy rozpocząć spływ za Goleniowem, choć w planach jest aby jeszcze raz wybrać się na Inę – tym razem rozpoczynając wyprawę przed Goleniowem i zakończyć ją własnie w miejscu tych schodków.


View fullsize

IMG_2535.jpg
IMG_2535.jpg

View fullsize

IMG_2536.jpg
IMG_2536.jpg

wskazówka – warunki na wodzie

Ina to fantastyczna rzeka o niezbyt szybkim nurcie. Rzeka nie jest także zbyt szeroka, co daje możliwość obserwowania przyrody z bliska, a z pozycji stojącej jest co oglądać! 🙂 Rzeka co jakiś czas zmienia swój krajobraz. Widoki są urozmaicone – nudy nie ma. Z powodu nikłych opadów deszczu w tym roku poziom wody był niski. Szczególnie na początku naszej trasy wiosło ledwo zanurzało się na 0,5 metra. Jednak dno było czyste i fin deski nie wadził o żadne przeszkody. Rzeka nie jest mocno przejrzysta więc ewentualnych pułapek trzeba wypatrywać w skupieniu. Po przepłynięciu odcinka zaznaczonego na różowo stwierdzam jednak, ze tych miejsc nie ma dużo. Zaledwie 3 razy trzeba było kombinować przy tzw. zwałkach. Były one jednak łatwe do przepłynięcia i nie było konieczności schodzenia z deski. I tu cenna rada: na rzekę zawsze zabieramy buty do wody, bo przecież nigdy nie wiadomo kiedy trzeba będzie zejść z SUP’a? A dotykanie mulistego dna, lub bagiennych szuwarów na brzegu gołą stopą? Brrrr – NIE DLA MNIE! Poza tym czasem się przydaje kiedy trzeba stanąć na jakiejś zwalonej gałęzi. Stabilność w bucie jest o wiele lepsza niż bez.


View fullsize

IMG_2553.jpg
IMG_2553.jpg

View fullsize

IMG_2546.jpg
IMG_2546.jpg

View fullsize

IMG_2554.jpg
IMG_2554.jpg

View fullsize

4d42e6b5-d644-44b3-bc65-6f1aae2c874d.jpg
4d42e6b5-d644-44b3-bc65-6f1aae2c874d.jpg

Poniżej widać trasę S3, z której często mogliśmy jadąc autem mijać Inę i planować nasz spływ. Fajnie było w końcu znależć się po drugiej stronie barierki i z rzeki zobaczyć śmigające samochody.


View fullsize

IMG_2547.jpg
IMG_2547.jpg

View fullsize

IMG_2564.jpg
IMG_2564.jpg

View fullsize

IMG_2569.jpg
IMG_2569.jpg

View fullsize

IMG_2562.jpg
IMG_2562.jpg

View fullsize

IMG_2575.jpg
IMG_2575.jpg

Widoki zmieniały się. Z początku nieco miejskie, potem polne i bardziej zadrzewione. Nawet mijaliśmy pasące się stado krów, które niestety nie chciały nam zamuczeć na przywitanie. Dużym plusem tej rzeki jest także to, że nie jest ona zbyt popularnym szlakiem na spływ i przez całą trasę na wodzie byliśmy sami. Minęliśmy po drodze 2 wędkarzy, którzy narzekali na małe branie.


View fullsize

IMG_2586.jpg
IMG_2586.jpg

View fullsize

45fe1450-472f-4848-ad09-f8b30a109a50.jpg
45fe1450-472f-4848-ad09-f8b30a109a50.jpg

View fullsize

1ad81d1f-eca0-4730-bcb8-13cf171c6055.jpg
1ad81d1f-eca0-4730-bcb8-13cf171c6055.jpg

View fullsize

IMG_2631.jpg
IMG_2631.jpg

Powyżej jeden z piękniejszych odcinków Iny. Wysokie trzciny/zarośla (nazewnictwo roślin nigdy nie było moja mocną stroną – a miałam kiedyś pomysł zostać wykształconym ogrodnikiem, masz ci LOS – haha). Wpływając pomiędzy ten roślinny “tunel” po prostu zaparło nam dech. Z dala od zgiełku, wśród odgłosów natury i szumu wody – BAJKA!


View fullsize

IMG_2652.jpg
IMG_2652.jpg

Kiedy dopłyniecie do tych pozostałości po jakimś moście, to wiedźcie, że ujście do Odry jest bliskie! Nas niestety troszkę gonił czas więc nie robiliśmy żadnej przerwy na rzece, zmęczenie robiło swoje a myśl, że jesteśmy coraz bliżej celu dodawała skrzydeł! Na Inie jest kilka zejść w trakcie spływu, które można wykorzystać na odpoczynek i jedzonko. Są nawet specjalne wiaty z miejscem na ognisko. Można też zdecydować się na bardziej dzikie tereny do zejścia na ląd. My nie mieliśmy wyboru – jedliśmy na wodzie 🙂 A poniżej miejsce, gdzie Ina łączy się z Odrą, czyli Inoujście.


View fullsize

IMG_2664.jpg
IMG_2664.jpg

View fullsize

IMG_2667.jpg
IMG_2667.jpg

Dalej już w stronę Betonowca. Po wyjściu z rzeki skierowaliśmy się w lewo. Powitało nas duże stado łabędzi. Odra była spokojna i w stronę jeziora Dąbie płynęło się uroczo. Gorzej było kiedy wpłynęliśmy na jezioro. Choć nie zawsze są tam takie wietrzne warunki, to jakoś my nie mamy szczęścia i Dąbskie zawsze ma sporą falę i wiatr kiedy się na nie wybieramy.


View fullsize

IMG_2669.jpg
IMG_2669.jpg

View fullsize

IMG_2675.jpg
IMG_2675.jpg

View fullsize

IMG_2678.jpg
IMG_2678.jpg

View fullsize

IMG_2687.jpg
IMG_2687.jpg

Udało nam się wejść na Betonowiec. Wejście jest dość trudne bo po “drabince”, wzmocnionej sznurami z nieregularnymi i powyginanymi stopniami. Dla mniej wprawionych lub bardziej bojących się może być to małe wyzwanie. Obawiałam się, że zejście będzie bardziej kłopotliwe, jednak dla mnie gorzej było wejść niż zejść. Na szczycie drabinki z betonowego korpusu statku wystają metalowe zbrojenia (uwaga na ciuchy). A na samym już Betonowcu uwaga na zatopione ładownie/dziury i inne pomniejsze szczeliny.


View fullsize

IMG_2695.jpg
IMG_2695.jpg

View fullsize

IMG_2729.jpg
IMG_2729.jpg

View fullsize

IMG_2706.jpg
IMG_2706.jpg

View fullsize

IMG_2699.jpg
IMG_2699.jpg

View fullsize

czas wyprawy

Nasza wyprawa zajęła nam około 5,5 godziny. Ze zwiedzaniem statku – około 6 godzin. Gdyby nie podrzutka żaglowcem do mariny w Lubczynie, myślę, że jeszcze 2 godziny trzeba by było dorzucić do tego czasu. Betonowiec można zobaczyć planując sobie inną, krótszą trasę. Czy to z Iny, czy bezpośrednio z Odry na Skolwinie lub plaży w Inoujściu. Na odcinek, który my przebyliśmy lepiej przeznaczyć cały dzień, aby móc spokojnie płynąć, czy zrobić sobie przerwę chociaż by na smaczne kiełbaski z ogniska.


View fullsize

IMG_2731.jpg
IMG_2731.jpg

View fullsize

IMG_2738.jpg
IMG_2738.jpg

View fullsize

IMG_2746.jpg
IMG_2746.jpg

Jedna z desek nam się niestety zerwała podczas rejsu. Poławialiśmy ją na środku jeziora. Poszło sprawnie. Potem już płynęła z nami na pokładzie. I jak dobrze obeschła! Tempo ekspresowe 🙂

A tu już w Lubczynie. Zmęczeni ale szczęśliwi. Po 16 km wiosłowania bez przystanku można poczuć to w mięśniach. To nasza pierwsza taka długa wyprawa – na pewno nie ostatnia!


View fullsize

IMG_2747.jpg
IMG_2747.jpg

Spływ był fanstatyczny. Pogoda jak na początek września bajeczna! Rzeka wkradła się w nasze serca. Przygoda na Betonowcu i jeziorze Dąbie zaskakująca. Każdy wypad jest inny z niespodziewanymi sytuacjami.

Jeśli mielibyście jakieś pytania co do naszego spływu – to śmiało piszcie. Jeśli tylko będę umiała – to odpowiem 🙂


superka-gosia.png
superka-gosia.png

#zachodniopomorskie #spływ #betonowiec #rzeka #Goleniów #standuppaddle #Ina #sup #supspływ #jezioro

0 wyświetlenia0 komentarz